O nas

Gazeta Wyborcza, 20 maja 2009

Wielkopolska Szkoła Architektury i Sztuki będzie współpracować z University for the Creative Arts w Anglii.


Poznańską szkołę przy pl. Bernardyńskim 1/11 odwiedził kilka dni temu Szymon Pruciak - Polak, który pracuje na University for the Creative Arts w Rochester. - Od dawna współpracujemy ze szkołami artystycznymi w Finlandii, co roku przyjeżdżają do nas na studia - mówi. - Moja dziewczyna ukończyła szczecińską szkołę fotografii Top Art, potem kontynuowała naukę w Anglii, to ona podpowiedziała mi, żeby pomyśleć o współpracy z polskimi szkołami. 

Chodzi o niepubliczne szkoły artystyczne, które mają bardzo dobry poziom kształcenia, ale z różnych powodów nie dają żadnego tytułu: ani licencjata ani magistra. Istniejąca od 1996 r. WSAiS organizuje najstarsze w Polsce plenery artystyczne krajowe i zagraniczne. Zajęcia prowadzą nauczyciele akademiccy z ASP. Absolwenci szkoły dostają się na uczelnie artystyczne, a także na architekturę na Politechnice. Teraz najlepsi absolwenci po ukończeniu 2,5-letniej nauki będą mogli uczyć się w Anglii. - Będą przyjmowani bez egzaminu i bez rozmowy kwalifikacyjnej, najpierw na studia licencjackie (BA), a potem - jeśli będą chcieli, na studia magisterskie - mówi Pruciak. - Będziemy pomagali w pisaniu wniosków o przyznanie stypendiów na czesne. I dodaje: Taką pożyczkę rząd brytyjski udziela wszystkim obywatelom Unii Europejskiej, którzy podejmują studia w Anglii. Trzeba ją zwrócić, jeśli podejmie się prace, z której dochody przekraczać będą 18 tys. funtów rocznie, jeśli jest to mniej, spłata zostaje zawieszona, a po 20 latach umorzona. Studenci uczelni angielskich mogą się też starać o stypendia socjalne, jeśli podczas studiów podejmą jakąkolwiek pracę. - W ten sposób można opłacić mieszkanie i się utrzymać - zapewnia Pruciak.

Wielkopolska Szkoła Architektury i Sztuki prowadzi zajęcia z malarstwa, rysunku, fotografii, wiedzy o szeroko rozumianej sztuce (także architekturze). Latem i zimą szkoła organizuje wyjazdy na plenery artystyczne - krajowe (do Sandomierza i Owińsk) i zagraniczne, co roku do innego kraju. W ubiegłym roku słuchacze szkoły byli we francuskim Awinion,poprzednio - we Włoszech, Holandii i Hiszpanii. W tym roku plener odbędzie się w Perugii, stolicy Umbrii we Włoszech. - Podczas wyjazdów młodzież codziennie maluje, odbywają się regularne korekty prac i pokazy filmów o sztuce, a także zwiedzanie - mówi Wojciech Hildebrandt, szef WSAiS. - W Owińskach żartują z nas, że tworzymy prawdziwy zakon sztuki [uczestnicy mieszkają w dawnym kompleksie poklasztornym - przyp. red.] - dodaje. - Być może już w tym roku na plenery przyjadą do nas studenci z University fot the Creative Arts - zdradza. 

Wizyta Pruciaka wywołała wśród uczniów poruszenie. - Każdy woli chyba studiować za granicą, tym bardziej że uczelnia, z którą mamy współpracować, daje możliwość wyboru kierunków, których w Polsce nie ma - mówi jeden z uczniów.

Rzeczywiście, angielska uczelnia, która ma swoje filie w Canterbury, Epsom, Farnham, Maidstone i Rochester, oferuje studia na niespotykanych u nas kierunkach, np. computer games art, graphic storytelling&comic art, visual communication, illustration, modelmaking czy style futures. Do tego aż 9 kierunków na projektowaniu mody, 6 na grafice i 5 na fotografii, a prócz tego standardowo: architektura, architektura wnętrz, design, malarstwo, rysunek. Absolwenci tej uczelni projektują biżuterię m.in. dla Kate Mose, Cameron Diaz i Christiny Aguilery. 




Gazeta Wyborcza, 11 maj 2009


Wystawa Joanny Marcinkowskiej

Mooseum Wielkopolskiej Szkoły Architektury i Sztuki, wystawa czynna do 31 maja od godz. 10 do 16 (z wyjątkiem niedziel)

Patrzę na ciebie, Alu

Mała Ala jest niepełnosprawna intelektualnie, ma rumianą buzię i niebieskie oczy. Jej mama - Kinga - patrzy na nią z miłością i czułością. Kto raz zobaczy ten obraz, zawsze będzie go miał pod powiekami Jak dotrzeć do ludzi, którzy nie potrafią słowami wyrazić swoich emocji i myśli. Choć potrafią przeżywać wielką radość i prawdziwy dramat. Czasem są zmęczeni, wtedy ich ciała zwisają bezwładnie z hamaku. Czasem zamyśleni. Nie wiadomo, o czym myślą, kiedy ich oczy zasnuwają się mgłą. Mówimy o nich "niepełnosprawni intelektualnie". Na obrazach Joanny Marcinkowskiej opowiadają swoją historię. Słowa są niepotrzebne.

Wystawa "Spójrz na mnie" w Mooseum Wielkopolskiej Szkoły Architektury i Sztuki jest szczególna. Nie tylko ze względu na miejsce - przy pl. Bernardyńskim 1/11, zatopione prawie w chmurach, z widokiem na podświetlaną wieczorami wieżę kościoła Bernardynów. Szczególność tej wystawy buduje osoba młodej malarki - Joanny Marcinkowskiej i jej modeli, osób upośledzonych umysłowo, albo - jak woli określać ich artystka - niepełnosprawnych intelektualnie. Wielu z nich to jej przyjaciele - jak Kasia, na portrecie nieco zakłopotana, trzymająca w ręku chustkę. Inni to po prostu dobrzy znajomi. Maluje ich od pięciu lat - teraz rzadziej, kiedyś - bardzo często. Artystka prowadzi warsztaty terapii zajęciowej w ośrodku Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Specjalnej Troski im. Leszka Grajka w Swarzędzu. To taki dzienny dom dla dzieci i młodzieży. Tu uczą się świata. - Z niektórymi spędziłam więcej czasu niż ze swoim mężem - śmieje się artystka. Nie wszyscy portretowani są podopiecznymi ośrodka, są też tacy, których zaprasza do swojej pracowni. Portrety najpierw szkicuje, potem rzuca na płótno - większość prac to duże formaty, w nich artystka czuje się chyba najlepiej.

Na wystawę, otwartą w piątkowy wieczór w Mooseum trafiło ponad 20 obrazów z ostatnich trzech lat i kilkanaście rysunków. Zachwytu pracami nie kryje Wojciech Hildebrandt, szef Wielkopolskiej Szkoły Architektury i Sztuki i jednocześnie kurator wystawy. "Portrety Joanny Marcinkowskiej wpisują się w wielką tradycję sztuki, której celem jest dotarcie do wnętrza człowieka" - pisze w katalogu ekspozycji. I dalej: "autorka z wielkim temperamentem rysunkowym i malarskim prowadzi nas na spotkanie z wyjątkowymi ludźmi, na których nie patrzymy na co dzień, ba, nawet na których obawiamy się spojrzeć. Ludzi upośledzonych intelektualnie. Takich nie zobaczymy w reklamach i na plakatach. Ich wizerunki są nieatrakcyjne, bo inne, czasem brzydkie, czasem nieforemne. Odbiegają od normy".

26-letnia Joanna Marcinkowska studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Zaledwie dwa lata temu odebrała dyplom z wyróżnieniem w zakresie edukacji artystycznej, a w ubiegłym roku - też z wyróżnieniem - zdała egzamin dyplomowy z malarstwa sztalugowego. Jest asystentką w XI pracowni malarstwa ASP prowadzonej przez prof. Marka Przybyła.

Bardzo dobre warsztatowo, odważne kolorystycznie, niekiedy zaskakujące trafnością kompozycji - obrazy opowiadają nie tylko o niedostępnym dla zwykłych śmiertelników świecie ludzi "innych", ale także o nas samych - o tych, którzy na owych "innych" patrzą: ze strachem, litością czy współczuciem. Warto zmierzyć się z prawdą tych obrazów - czasem bardzo gorzką.

Joanna Marcinkowska "Spójrz na mnie", Mooseum WSAiS, czynne do 31 maja od godz. 10 do 16 (z wyjątkiem niedziel).

Iwona Torbicka

 

 


Perspektywy, wrzesień 2002


Łowcy barw

Lipcowy dzień w Sandomierzu. W zaułkach wąskich uliczek, na ławkach przy Ratuszu, w cieniu średniowiecznych murów obronnych widać rysujących uczestników Letniej Akademii Sztuki. Przeważają tegoroczni maturzyści, którzy w przyszłym roku będą zdawać na architekturę lub ASP, ale przyjechały tez osoby, które dopiero chcą spróbować swoich sił w rysowaniu. Wielu uczestników tutaj podejmuje decyzję, czy studiować architekturę, malarstwo, grafikę, projektowanie zieleni, czy historię sztuki. A niektórzy chcą po prostu twórczo odpocząć. Nie licząc przerw na posiłki, rysując całymi dniami. Pojedynczo, w parach lub grupkach. Jak komu wygodniej.
Przyjechali z najróżniejszych zakątków Polski, są również osoby z Wielkiej Brytanii, Kanady, USA. Tara Ricci z Londynu zwykle przyjeżdżała tu do dziadków, a w tym roku postanowiła wziąć tez udział w warsztatach artystycznych. - Podoba mi się w Sandomierzu, bo jest tu wiele pięknych, starych domów - opowiada. - Wszystko wygląda inaczej niż w zatłoczonym, hałaśliwym Londynie. Wypatrywanie niezwykłych kształtów w architekturze, przyglądanie się grze światła i kolorów, a potem emocje związane z utrwalaniem ich na papierze pozwalają jej intensywniej przeżyć i zapamiętać pobyt w rodzinnym kraju mamy. - Malowanie bardzo mnie pochłania, a jednocześnie odpręża - uśmiecha się Weronika Gęsicka. -Jeśli mogę, zajmuję się tym w domu 6 - 8 godzin dziennie. Tutaj nie wracam nawet na obiad do internatu, żeby nie przerywać pracy. Żałuję, że wcześniej nie przyjechałam na taki plener - wzdvcha.
Andrzej Milewski pierwszy raz pojechał do Sandomierza na Letnią Akademię Sztuki cztery lata temu. - Było fantastycznie ! - wspomina. - Dlatego postanowiłem znowu wziąć udział w warsztatach. Wprawdzie wyczerpuje mnie drałowanie z całym ekwipunkiem 2 - 3 razy dziennie na Starówkę, ale jestem bardzo zadowolony z wyjazdu. Mimo że przyjechałem tu drugi raz, wciąż odkrywa coś nowego.

Mały Rzym

Pierwszego dnia warsztatów wszyscy wędrowali po Sandomierzu szukając najciekawszych dla siebie widoków i motywów. A jest ich pod dostatkiem. Sandomierz to wyjątkowe miasto, zarówno pod względem architektonicznym jak i krajobrazowym. Znajduje się w nim ponad 120 zabytków, od średniowiecza po XX wiek. Wiele wśród nich kamieniczek, dworków, kościołów i tajemniczych bram. Istny raj dla przyszłych architektów !Miasteczko bywa nazywane Małym Rzymem, ponieważ położone jest na siedmiu wzgórzach. Ciekawych krajobrazowo tematów do rysowania dostarczają skarpy, jary, kotliny, Wąwóz Królowej Jadwigi, Wąwóz Piszczele czy Góry Pieprzowe. Można także ze szczytu Bramy Opatowskiej podziwiać panoramę miasta.
Sandomierz ma swój niepowtarzalny urok. Cicho tu i spokojnie, co sprzyja twórczości artystycznej. Letnia Akademia Sztuki odbywa się w nim szósty raz. W ciągu kilku lat przyjechało tu około 500 uczestników, którzy stworzyli tysiące prac. Są artystycznym zapisem zmieniającego się wciąż miasta. Część z nich utrwaliło ubiegłoroczną powódź. Na zakończenie każdej edycji Akademii na dziedzińcu Zamku Kazimierzowskiego odbywa się wystawa prac. Tradycyjnie zjawia się tam wówczas wielu sandomierzan. Galerię rysunków i obrazów powstałych w ciągu kilku lat można obejrzeć na stronie internetowej Wielkopolskiej Szkoły Architektury i Sztuki w Poznaniu.
-Nie ma drugiego takiego miejsca w Polsce jak Sandomierz - twierdzi organizator, prof. Wojciech Hildebrandt z WSAiS. - Jest najciekawsze plastycznie ze względu na wysoką klasę i różnorodność motywów. Byłoby świetnie, gdyby w przyszłości na szeroką skalę odbywało się tutaj forum kulturalne młodzieży z rożnych krajów. Uczestnicy mogliby grać, śpiewać, tańczyć, malować, a jednocześnie lepiej poznawać Polskę. Sandomierz może przyciągnąć wielu turystów, co promowałoby naszą kulturę.


Łyk tlenu

To już 29 edycja Letniej Akademii Sztuki. Każdego roku odbywa się w pięciu miejscach :
w Poznaniu ( czerwcowe warsztaty tuż przed egzaminami wstępnymi ), Lubomierzu, Sandomierzu, Owińskach i zagranicą, np. w Toledo, Awinionie, Wenecji. W tym roku
Akademia przeniesie się do Cambridge, a następnym do Urbino. Organizatorem wszystkich wyjazdów jest Wielkopolska Szkoła Architektury i Sztuki w Poznaniu. Pomysł stworzenia Letniej Akademii narodził się podczas dyskusji między wykładowcami architektury i rysunku na ASP. Wykorzystując doświadczenia studenckich plenerów, wymyślili intensywny program edukacyjny dla licealistów, które dopiero wybierają kierunek studiów.
Polska szkoła średnia nie przygotowuje do studiowania sztuki, architektury, programy rozmijają się z wymaganiami egzaminacyjnymi, a młody artysta często zdany jest tylko na siebie. Okazało się, że letnie warsztaty są najlepszym sposobem na tak szybkie rozwijanie swoich umiejętności i możliwości twórczych. Wszyscy mają czas na to, żeby zacząć myśleć obrazem, wymienić doświadczenia artystyczne i przyjrzeć się setkom prac innych osób. Mieszkanie w weneckim pałacu i oglądanie obrazów jest przeżyciem, którego nie zapewni nauka w szkole podczas szarej pory roku.
Wszyscy wciągani są w intensywną pracę w sposób niezauważalny dla nich samych. Zdarzało się, że jakiś uczestnik wracał z pleneru bardzo zadowolony, a potem zasypiał na 24 godziny. Rodzice byli przerażeni. Nie wiedzieli, co się stało. A on na plenerze, pod wpływem emocji, nie czuł zmęczenia. Są osoby , które osiem razy brały udział w Letniej Akademii Sztuki i zapewniają, że rok szkolny mogą przetrwać tylko pocieszając się myślą o następnym plenerze.
-Nie wszyscy dobrze się czują w polskiej szkole - stwierdza Wojciech Hildebrandt. - Dla niektórych jest ona tak stresująca i przygnębiająca, że dopiero tutaj mogą odżyć. To jest łyk tlenu, który ma im dać energię twórczą na cały rok. Właściwie każdy powinien malować, bez względu na zdolności. Kiedyś był to, tak jak umiejętności muzyczne, niezbędny element wykształcenia, świadczący o przynależności do inteligencji. Pamiętnikom z podróży często towarzyszyły szkice. Rysowanie było głębszą formą przeżycia tego, co się widziało. Malując stajemy się duchowo bogatsi, częściej zauważamy piękno i chcemy się nim otaczać. Dzięki temu poeta tworzy barwniejszą, lepiej obrazującą świat poezję, muzyk pogłębia interpretację utworu. Nawet osobom wykonującym ścisłe zawody malowanie pomaga w abstrakcyjnym myśleniu, rozwijaniu wyobraźni, a tym samym widzeniu tego, co niedostrzegalne.
-W szkołach przeważnie nie ma już zajęć z plastyki, a jeśli się zdarzają, często są stereotypowe, polegają na przekazywaniu suchych informacji z tej dziedziny - dodaje prof. Krzysztof Markowski z ASP w Poznaniu. - Tutaj przede wszystkim uczymy uczestników rozwijać w sobie poczucie piękna, głębiej patrzeć na świat, a związane z tym emocje przelewać na rysunek.

Wykład po turecku

Plener jest też czasem próby, uczestnicy sami sprawdzają, czy mają dość motywacji, żeby pokonywać trudności. Zdarza się, że bardzo zdolna osoba nie ma odpowiedniej wytrwałości i wtedy musi zmienić plany zawodowe. Najważniejszym momentem każdego dnia podczas Letniej Akademii Sztuki była wieczorna korekta prac. Wszyscy uczestnicy rozkładali swoje rysunki na boisku szkolnym i zapartym tchem czekali na wskazówki mistrzów. Psychicznie przygotowywali się na krytykę.
-Każda praca zawiera błędy, to normalne. Wszyscy dopiero się uczymy - opowiada Monika Szawioła. Basia Paszkowska dodaje, że korekta nie jest tak dotkliwa, żeby ktoś się obrażał. -Nigdy wcześniej nikt mi tak rzetelnie nie sprawdzał prac - zaznacza Antoni Rachtarz. - Mimo że chodziłem do liceum plastycznego, to właściwie nie było tam prawdziwej korekty błędów.
Nie tylko rysowanie, ale też rozmowa o powstałych pracach tak pochłaniała uczestników i profesorów, że zapominali o upływającym czasie. Bywało, że przegląd rysunków trwał 4 - 5 godzin. Po korekcie słuchali wykładu, m.in. na temat podstawy rysunku czy też poprzednich wyjazdów na Letnią Akademię Sztuki. Nie było szkolnej sztywności, wręcz przeciwnie, panowała swoboda i atmosfera rozmowy. Jeśli ktoś miał ochotę, chłoną słowa profesora siedząc po turecku albo leżąc na podłodze i opierając głowę na rękach. Uczestnicy oglądali również najlepsze rysunki swoich poprzedników, co zachęcało do jeszcze intensywniejszej pracy. Wykład połączony był zawsze z pokazem unikatowych slajdów, które nieraz budziły zachwyt, zaskoczenie albo wybuchy śmiechu.

Między nami artystami

Są różni. Spokojni i przebojowi, ubrani zwyczajnie lub zwracający uwagę dredami i nadmiarem kolczyków. Widać ich z daleka : spacerują ze sztalugami albo siedzą na chodniku nad rysunkiem. Na ogół są otwarci i bezpośredni. Łączy ich wspólna pasja,dzięki czemu od razu się integrują, a rozmawiać mogą bez końca. Oczywiście o sztuce. Kadra daje im swobodę wyboru techniki tworzenia, formatu, narzędzi, tematu itp., żeby mogli rozwijać swój indywidualizm i mieć poczucie wolności artystycznej. - Radzimy tylko dziewczynom, żeby nie łączyły rysowania z opalaniem, ale i w tym przypadku kierują się twórczą swobodą - śmieje się Wojciech Hildebrandt. - A poza tym fakt, że młodzi plastycy są razem i robią coś wspólnie, daje im poczucie siły - podkreśla - Żaden artysta nie może się izolować, potrzebne są mu wrażenia i inspiracje, które budzi kontakt z innymi twórcami, nurtami, miejscami. Na Letniej Akademii Sztuki początkujący uczą się od lepszych, oni od jeszcze bardziej zaawansowanych, ci z kolei od mistrzów. Natomiast mistrzowie uczą się od wszystkich - patrzą na to, co świeże, odkrywcze, nie obciążone bagażem doświadczeń.
Po całodziennym rysowaniu był czas na zabawę. Wszyscy przeważnie szli na Starówkę, grając i śpiewając do późna. Atrakcją były dwa wielkie, afrykańskie bębny przywiezione przez Celinę i Agnieszkę. Prawie każdego wieczoru zabierały je ze sobą na Rynek. Już za pierwszym razem ich odgłosy przyciągnęły wielu młodych sandomierzan. - Dawno nie widziałem tak spontanicznej reakcji - zachwycał się Antek. - Dołączyło do nas wiele nieznajomych, ale bardzo sympatycznych osób. Spędziliśmy razem wspaniały wieczór, tak jakbyśmy się znali od wielu lat.
Z każdym kolejnym dniem wszyscy czuli się coraz bardziej ze sobą zżyci. Tradycją stały się wieczorne ogniska nad Wisłą. Każdy na czymś grał : jacyś turyści przynieśli gitary i flety, pozostali wykorzystywali patyki, korzenie, grzechoczące przedmioty.
Uczestnicy pleneru wyjeżdżali z Sandomierza pełni wrażeń, ale też z pewnym żalem, ze wszystko co dobre tak szybko się kończy. Na szczęście Akademia Sztuki jest cykliczna. Najbliższe takie spotkanie miłośników sztuki odbędzie się zimą w Owińskach pod Poznaniem.


Sylwia Praśniewska

 

 


Perspektywy, listopad 2001


Inspiracji szukamy w naturze

Coraz więcej jest szkół zarządzania, przedsiębiorczości i biznesu, które uczą jak radzić sobie w trudnej rzeczywistości. Nie każdy jednak marzy o założeniu firmy i nie dla każdego najważniejszą rzeczą jest pogoń za zyskiem. Są i tacy, którzy uwikłani w schematy, duszą się. Na szczęście jest w Polsce miejsce, gdzie mogą się kształcić, nie niszcząc swojej wrażliwości i wyobraźni. Wielkopolska Szkoła Architektury i Sztuki w Poznaniu skupia uzdolnionych plastycznie indywidualistów.
Szkoła ma unikalny program, gdyż architektury nie sprowadza się do fizyki budowli, nie techniczny aspekt jest tu najważniejszy. Architekturę utożsamia się ze sztuką, a przyszli twórcy uczą się takiego zagospodarowania przestrzeni, żeby nie brakowało w niej przyrody i kolorów. Wykłady dotyczą perspektywy, światła, fotografii, historii sztuki i architektury. Są też zajęcia z botaniki i dendrologii, niezbędne dla przyszłych architektów krajobrazu. Przyszli twórcy zdobywają przede wszystkim umiejętności świadomego patrzenia na kształtowanie przestrzeni. Wykładowcy podkreślają, że w tej szkole nie uczy się projektowania blokowisk, które niszczą krajobraz miast. Przestrzeń powinna być barwna i przyjazna człowiekowi. Najcenniejszych inspiracji dostarcza sama natura. - Architekci mają tu więcej czasu na rozwój wrażliwości, o czym się często zapomina w tradycyjnych szkołach- mówi dyrektor, prof. Wojciech Hildebrandt.
W Wielkopolskiej Szkole Architektury i Sztuki można uczyć się rysunku, malarstwa, projektowania ogrodów i reklam. Uczelnia oferuje roczny kurs przygotowujący do studiowania architektury i sztuki (30 godzin tygodniowo w systemie dziennym i 18 godzin - z zaocznymi) albo 2,5 -letnią szkołę policealną, będącą pierwszym etapem szkoły wyższej.
Organizowane są tu również zajęcia dla uczniów szkół średnich, a wykłady mają otwarty charakter. W gronie słuchaczy znajdują się nawet osoby z Japonii, Brazylii i Gruzji. WSAiS stara się o uzyskanie statusu szkoły wyższej, w której studenci kształciliby się na dwóch kierunkach : architekturze i urbanistyce oraz malarstwie.
-Nie ma i nie będzie u nas egzaminów wstępnych- zapewnia Wojciech Hildebrandt - dlatego, że sztuka nie jest wyścigiem psów zaprzęgowych. Tu przychodzą ludzie wrażliwi, a my staramy się tę wrażliwość chronić. Każdy kandydat przed rozpoczęciem nauki może porozmawiać z wykładowcami o swoich motywacjach i zamiłowaniach.
W szkole znajduje się osiem katedr, w których pracują też wykładowcy z innych uczelni : ASP (m.in. prof. Piotr C. Kowalski, prof. Andrzej Wielgosz, prof. Bogdan Wojtasiak) i z Politechniki Poznańskiej (m.in. dr Gabriela Klause, prof. Eugeniusz Korczak).

Małe jest piękne.

Co pół roku WSAiS organizuje warsztatowe wyjazdy w plener, nazywane Letnią i Zimową Akademią Sztuki. Na przełomie stycznia i lutego około 100-150 osób wyjeżdża do zabytkowego, pocysterskiego klasztoru w Owińskach. Uczestnicy jadają w starym refektarzu i śpią w dawnych celach mniszek. Dzielą się na kilkunastoosobowe grupy, w zależności od zainteresowań i umiejętności. Chłoną nietypowe otoczenie i tworzą o najróżniejszych porach dnia i nocy. Rysować i malować można zawsze, kiedy tylko czuje się taka potrzebę. Tak też się dzieje. Zdarzają się uczestnicy, którzy po całodziennych warsztatach zasiadają do swoich kartek lub sztalug i tworzą do rana. Podobnie jest na letnich wyjazdach do Lubomierza i Sandomierza. Zjeżdża się tam młodzież z całej Polski. Niektórzy pierwszy raz sprawdzają swoje plastyczne predyspozycje, wielu jest także studentów uczelni artystycznych, którzy na tych warsztatach chcą się dodatkowo doskonalić. Na efekty nie trzeba długo czekać. Wystawa prac na zakończenie pleneru świadczy o tym, że takie wyjazdy są najskuteczniejszym sposobem rozwijania zdolności i umiejętności plastycznych.

Miejscowości wybrane na plenerowe wyjazdy mają ciekawą architekturę, dużo zieleni i urok małych miasteczek. Uczestnicy zwykle pochodzą z dużych miast, przyzwyczajeni są do życia w zawrotnym tempie i hałasie. Na warsztatach uczą się odkrywać piękno starych kamieniczek w miejscowościach, które można zwiedzać podczas jednego spaceru. Do najciekawszych umiejętności, jakie nabywają uczestnicy, należy dostrzeganie niezwykłości w pozornie nieciekawym otoczeniu, uważniejsze spojrzenie na świat. Zaczynają doceniać wartość szczegółów, ponieważ przypatrują się schodom, starym okiennicom, cieniom dachów, zdobieniom budynków, kolorom kwiatów.
Miłośnicy plenerowych warsztatów mają także okazję pojechać za granicę. Co roku organizowane są wyjazdy do Toledo, Avignonu lub Wenecji.

Żyjemy kolorami

W WSAiS wszyscy przywiązują dużą wagę do barw. Dobrze wiedzą, że ma to ogromny wpływ na ludzką psychikę. Sale wykładowe są niebieskie, śnieżne i brzoskwiniowe. - Szkoły politechniczne, na których uczą się architektury, często są szare i brudne. Tutaj tego unikamy. Chcemy, żeby nasi adepci na co dzień żyli kolorami - mówi dyrektor.
I rzeczywiście tak jest. Widać to choćby po strojach słuchaczy. Ich fantazje odzwierciedlają postrzępione koszulki, chustki na głowach, czy też spodnie pomalowane farbami we wszystkich kolorach tęczy. Codziennie uczą się niebanalnie patrzeć na świat i ludzi, a przede wszystkim cenić swoją i cudzą odmienność. Wielkopolska Szkoła Architektury i Sztuki jest unikalną w Polsce szkolą, w której największą uwagę skupia się na fenomenie indywidualności.

Sylwia Praśniewska

 




Gazeta Wyborcza, 15-16 stycznia 2000


Zimowe plenery

Plenerowe akademie sztuki organizowane przez Wielkopolską Szkołę Architektury i Sztuki odbywają się od kilku lat. Nastoletni przeważnie przyszli studenci kierunków artystycznych uczestniczyli już w 14 takich plenerach letnich i zimowych. Tym razem zimą wyjadą po raz czwarty - do podpoznańskich Owińsk Zajęcia potrwają 12 dni.
Koncepcja zorganizowania wyjazdowej Akademii Sztuki powstała po analizie doświadczeń z dydaktycznych plenerów i normalnych zajęć z rysunku i malarstwa uczniów przygotowujących się do egzaminów na Akademię Sztuk Pięknych i na architekturę na poznańskiej Politechnice. Bardzo szybko okazało się, że plenery są wyśmienitą formą, najbardziej efektywną i skuteczną metodą doskonalenia własnych umiejętności plastycznych. Jest to również świetna okazja do połączenia zajęć dydaktycznych ze wspaniałymi zimowymi wakacjami. Organizatorzy mają na to prosty sposób. Próbują znaleźć wielki, piękny, reprezentacyjny budynek w ciekawym miejscu. Robią to dlatego, by uczestnicy zimowych warsztatów nie musieli wychodzić na zewnątrz, ale również po to, by było co rysować wewnątrz. Dodatkowo zapraszają mistrzów sztuki i architektury do spotkania z młodzieżą, dla której sztuka jest lub dopiero staje się pasją.
Dla mistrzów i początkujących
Dla większości chętnych jest to świetny sposób na to, by spróbować rysować i malować po raz pierwszy "na poważnie", by prawdzić swoje możliwości jeszcze przed podjęciem decyzji o wyborze kierunku studiów. Warsztaty Zimowej Akademii Sztuki są jednocześnie dobrym miejscem twórczego rozwoju dla osób, które mają już spore doświadczenia i mogą w świetnych warunkach przygotować się do egzaminów na Akademię Sztuk Pięknych i na architekturę na Politechnice. Młodzi adepci sztuki mają podczas warsztatów kontakt z osobami o podobnych zainteresowaniach, a także okazję do porównania swoich prac z pracami najlepszych, w tym również uczniów liceów plastycznych i studentów uczelni plastycznych.
Uczestnicy Zimowej Akademii Sztuki podzieleni są na kilkunasto osobowe grupy. Dobiera się je według poziomu umiejętności poszczególnych słuchaczy i ich zainteresowań. Dlatego powstają specjalne grupy dla początkujących i mistrzowskie. Codziennie, po zajęciach odbywają się szczegółowe, indywidualne korekty prac. Stworzona jest zwykle osobna grupa fotograficzna, której członkowie mogą także jednocześnie rysować i malować.
Od martwej natury do natury
Kadrę warsztatów stanowią osoby z dużym doświadczeniem akademickim, architekci i artyści, z Politechniki i ASP. Są wśród nich także profesorowie, od lat przygotowujący przyszłych studentów architektury i sztuki. Tematyka tworzonych prac jest różnorodna: od martwej natury, poprzez architekturę, wnętrza, detale, krajobrazy do natury. Funkcjonuje także zwykle osobna pracownia ze sztalugami do studium postaci i aktu. Uczestnicy Zimowej Akademii mają szansę spróbowania różnych technik malarskich i rysunkowych.Zajęciom praktycznym towarzyszy bogaty cykl wykładów o sztuce i architekturze i prezentacje komputerowych programów graficznych. Wykładowcy przekazują wiedzę o kompozycji, proporcjach, perspektywie, sposobach ukazywania przestrzeni, światła, materii, o zastosowaniu i naturze koloru oraz o technikach malarskich i warsztatowych artystów i fotografów. W wolnych chwilach uczniowie mogą wybrać się na wycieczki do Poznania i po Wielkopolsce. Efekty Akademii prezentowane są na wystawie, która odbywa się w ostatnim dniu plenerów. Najlepsze prace przedstawia się także na dodatkowych pokazach w ciągu roku.
W Owińskach można tez pojeździć konno, na łyżwach i korzystać z sali gimnastycznej. Uczestnicy dojeżdżają wprawdzie we własnym zakresie, ale połączenie z Poznaniem jest proste. Liczba miejsc jest ograniczona i zostało już ich niewiele.

Wojciech Hildebrandt

 

 



Ludzie, bryły, światło

Rano rysuję, potem też. A jeszcze później robię zdjęcia. Po obiedzie je wywołuje - opowiada Zosia z Lęborka. Każdy jej dzień był w ciągu ostatnich dwóch tygodni bliźniaczo podobny do poprzedniego. Ale dziś wszystko się kończy bo kończą się warsztaty artystyczne w Owińskach. (...)
Ograniczająca przyziemność domu
Zosia chciałaby dostać się na architekturę. - Dlatego ćwiczy rysunek postaci - tłumaczy. Brzmi to jednak trochę absurdalnie, więc szybko dodaje: - Bo żeby dostać się na te studia, muszę narysować człowieka. Takie są egzaminy na uczelni, na którą się wybieram.
Ludzie Zosi z dnia na dzień wyglądali coraz lepiej. - To znaczy, że chyba czegoś się tutaj nauczyłam - zastanawia się głośno. - Ale ze zdjęciami jest różnie. Nieraz wychodzą mi dobre, nieraz nie - dodaje. Zosia jest na warsztatach pierwszy raz - I wreszcie mogę robić to, co lubię - mówi. Poza rysowaniem i fotografowaniem, gra od czasu do czasu na pianinie. - W domu też mogę to robić, ale odciąga mnie tyle przyziemnych rzeczy: jakieś śmieci do wyrzucenia czy brudne naczynia w zlewie - opowiada.
Najważniejszym momentem dnia jest dla Zosi wieczór. Wtedy oceniane są prace wszystkich uczestników warsztatów. - Oceniający nasze prace zawsze potrafią dostrzec w nich coś dobrego. Mnie to zachęca do pracy - deklaruje Zosia.(...)
Zielone drzwi 123
Na strych klasztoru wiodą wąskie schody. Już pierwsze ich skrzypnięcia pod ciężarem stóp niweczą twórczą atmosferę poddasza. Jeszcze tylko kilka kroków i strych ukazuje się w całej swej okazałości. Zapiera dech w piersiach. Olbrzymia przestrzeń doskonale wpisuje się w stereotyp strychu. Niczego tu nie brak. Są sprężyny z tapczanów, stare meble porozrzucane w nieładzie. Trochę gruzu i drewna. Piękne pajęczyny. Rzucone w kąt stare, bardzo duże liczydło, zielone drzwi bez klamki. Za to z numerem - 123. Przez okienka dociera do wnętrza strychu mało światła. Jego smugi tworzą niepowtarzalną atmosferę tego miejsca.(...)
Po prostu
(...)Robię zdjęcia, bo nie umiem rysować, ale to nie znaczy, że fotografia jest prosta, łatwa i przyjemna- mówi z przekonaniem Ania z Wrocławia. - No, przyjemna jednak jest. Ale pożera dużo czasu. Ile się nieraz trzeba namęczyć, żeby zrobić dobre zdjęcie. Wiele razy można coś widzieć i nie umieć tego sfotografować, bo np. światło jest fatalne - dodaje. Ania najbardziej lubi fotografować ludzi:
- w portretach chciałabym pokazać to, co w każdej twarzy jest charakterystyczne,na przykład wielkie oczy. Niesamowite są twarze starych ludzi. Każda zmarszczka coś wyraża.(...)
Naszej rozmowie od dłuższej chwili przysłuchuje się Bartek. Jego oczy z trudem dostosowują się do dziennego światła. To skutek długiego przebywania w ciemni. Bartek nie miał na warsztaty daleko jest z Poznania. Kiedy pytam, dlaczego robi zdjęcia, wzrusza ramionami: - Nie wiem. Po prostu.


Aleksandra Przybylska

 

 


Gazeta Poznańska, 2 lutego 1999


Pędzlem i obiektywem

W podpoznańskich Owińskach, w byłym klasztorze sióstr cystersek, odbywają się warsztaty artystyczne. W tym, roku przyjechało tam ponad 150 osób z całej Polski.
W 1995 roku Wykładowcy Wielkopolskiej Szkoły Architektury i Sztuki postanowili zorganizować warsztaty artystyczne, podczas których młodzi ludzie - najczęściej tuż przed maturą - mogliby nauczyć się nowych technik, skonfrontować swoje prace z dokonaniami innych. Od tego czasu miało miejsce kilka plenerów letnich, ale organizatorzy myśleli o czymś więcej. - Plener zawsze kojarzy się z latem. Chcieliśmy zorganizować taką rzecz zimą. Te pomieszczenia doskonale się do tego nadają - tłumaczy Wojciech Hildebrandt, organizator warsztatów.
Tak powstały Warsztaty Artystyczne Owińska...
Nauka na błędach
Wysoka, stylowa sala zastawiona jest sztalugami. Kilkanaście nastoletnich dziewczyn próbuje różnymi technikami przenieść znajdujący się przed nimi model (dziewczyna w stroju "co najmniej letnim") na papier.
-Jestem tu po raz pierwszy, ale naprawdę dobrze się czuję - mówi Aleksandra
Majchrowicz z Łodzi(...)
- Każdy, kto tutaj przyjechał w swojej rodzinnej miejscowości ma nauczyciela rysunku. Po jakimś czasie nauczyciel może stać się nieobiektywny. Tutaj mamy gwarancję obiektywizmu. Co wieczór prowadzący robią korektę naszych prac. Uczymy się na błędach.
Inna sala jest prawie pusta - dwie dziewczyny, malują martwą naturę - gmatwaninę drewnianych listw, papieru i materiałów. - Co mi dają warsztaty? - zastanawia się Zuzanna Kondracka ze Słupska. Gdyby mi nic nie dawały to nie przyjeżdżałabym tutaj trzeci rok z rzędu. Tutaj się mobilizuję, mogę konsultować się ze specjalistami. Po prostu to jest to.
Głębokie wody
I dla fotografów znalazło się miejsce w Owińskach. Niektórzy po raz pierwszy mieli możliwość pracy w studiu fotograficznym. - Dla mnie to zupełna nowość - przyznaje się Adam Jaremko, licealista z Przemyśla. - Powoli uczę się pracy studyjnej,tam leżą moje "wyniki" - mówi Adam czarno-białe, wielkoformatowe zdjęcia. - Studio fotograficzne to puszczanie się na głębokie wody. Przez dwa tygodnie muszę tych ludzi nauczyć wszystkiego od podstaw - tłumaczy Janusz Gliszczyński, prowadzący warsztaty fotograficzne.
Plener w Owińskach skończy się w sobotę. Uczestnicy rozjadą się, może dzięki warsztatom uda się im dostać na uczelnie artystyczne. Wielu z nich spotka się latem, by dalej doskonalić swoje talenty.


Grzegorz Stech

 

 


Gazeta Poznańska, 3 lutego 2000


Akty, strugaczki i sztuka

Przyszli artyści ze skupieniem wpatrują się w nagą dziewczynę z Krakowa - sprawiają wrażenie ludzi, którzy chłoną każdy szczegół aktu. Zresztą po to przyjechali do Owińsk, aby czegoś się nauczyć o rysunku, malarstwie i fotografii. Niektórzy są tu po raz piąty, od początku spotkań w Owińskach.
Trzeci rok z rzędu młodzi z całej Polski zjeżdżają się do budynków pocysterskich w Owińskach. Trzeci rok z rzędu na tablicy ogłoszeń organizatorzy wywieszają mapę Polski, na której od Owińsk do kilkudziesięciu miejscowości, z których pochodzą uczestnicy, rysują linie. Co roku mapa coraz bardziej przypomina jeża.(...)
...łączą ich wspólne pasje. Po to tu są, aby nauczyć się czegoś więcej o sztuce, namalować swój pierwszy pejzaż, martwą naturę, zrobić czarno-białe zdjęcie.
Tej zimy młodzi stawili się w Owińskach w imponującej liczbie - 140 osób z ołówkami, farbami, aparatami. Wolność wyboru wykładów, nieprzymuszone sesje malarskie - młodzi nie potrafią się jednak lenić, uczestniczą w maksymalnej ilości zajęć, chcą wyjechać bogatsi z byłego klasztoru cystersek.

Nocne szkice

- W tym roku trafiła się nam grupa młodych ludzi, którzy po zakończeniu zajęć, kiedy modelka wychodzi z sali, siedzą do piątej, zóstej rano i zawzięcie rysują - uśmiecha się Wojciech Hildebrandt, jeden z organizatorów spotkań w Owińskach.
- to jest wspaniałe!(...)
(...)Nie ma w Polsce drugiego takiego miejsca jak Owińska. Gdyby było, młodzi nie przyjeżdżaliby pewnie do podpoznańskiej miejscowości.


Grzegorz Stech